Nieoficjalna strona miejscowości Ludwikowice Kłodzkie

Fabryki zbrojeniowe III Rzeszy

Ludwikowice Kłodzkie (niem. Ludwigsdorf) to niewielka miejscowość na Dolnym Śląsku, położona w powiecie kłodzkim. W czasie II wojny światowej Niemcy prowadzili tam produkcję zbrojeniową na potrzeby frontu. Głównym ośrodkiem była fabryka Dynamit A.G. Ludwigsdorf, działająca na terenie zlikwidowanej kopalni Wacław (Wenceslaus). W zaadaptowanych budynkach kopalnianych oraz nowo wyzniesionych obiektach wytwarzano tzw. małą amunicję. Pozostawiona przez uciekających Niemców zagadkowa infrastruktura fabryki, kopalni oraz pobliskiej elektrowni Mölke stała się pożywką dla mitów, wynikających często z braku wiedzy na temat rzeczywistej historii tych obiektów.

Według różnych teorii w czasie wojny miało tu funkcjonować znacznie więcej zakładów zbrojeniowych. W poniższym zestawieniu przedstawimy fabryki, które rzeczywiście istniały, oraz te, których działalność jest jedynie mitem.

Fabryka medykamentów dla Wehrmachtu

Zakład ten rzeczywiście istniał w pobliżu obecnej ulicy Głównej i nosił nazwę Sanitätspark Ludwigsdorf. Tego typu obiekty uruchamiano na terenach III Rzeszy oraz w krajach okupowanych, a każdy z nich posiadał własny numer ewidencyjny. Produktem końcowym były gotowe zestawy sanitarne wysyłane do szpitali polowych, zawierające m.in. gazę, mydło sanitarne, bandaże, tabletki oraz środki dezynfekcyjne.

Dokumenty z Archiwum Państwowego w Kamieńcu Ząbkowickim potwierdzają, że zakład prosperował w latach 1943–1945 w budynku byłej fabryki włókienniczej. Z relacji polskiego pracownika fabryki (kierowcy) wiadomo, że pod koniec stycznia 1945 roku zakład unieruchomiono, a maszyny i sprzęt wywieziono w obawie przed zbliżającą się Armią Czerwoną.

Produkcja zbrojeniowa w byłej farbiarni

Przejmowanie fabryk włókienniczych do celów zbrojeniowych było w 1943 roku powszechną praktyką hitlerowców. Istnieją przesłanki wskazujące, że w Ludwikowicach Kłodzkich przejęto wówczas dawną, wielkopowierzchniową farbiarnię w pobliżu obecnej ulicy Kościelnej. W nieistniejącym już budynku mieściły się hale fabryczne (na parterze i piętrze), biura oraz mieszkania.

Właścicielem obiektu był Franz Katzer. W archiwach brakuje jednak dokumentów (np. aktów kupna-sprzedaży), które potwierdzałyby, że w 1943 roku budynek nadal należał do niego lub jego rodziny. Brak tej dokumentacji może świadczyć o nagłym przejęciu fabryki przez przemysł zbrojeniowy, co często odbywało się bez formalnych umów. Po wojnie w halach funkcjonowała pralnia, a po jej likwidacji część fabryczną zburzono, biura zaś przerobiono na mieszkania socjalne. Kwestia ulokowania tam produkcji zbrojeniowej wciąż pozostaje zagadką.

Fabryka guzików do mundurów Wehrmachtu

W przysiółku Sowina (dawniej Eule), przy tunelu drogowym nad obecną ulicą Jana Kasprowicza, znajdowała się mała fabryka galanterii metalowej. Według opowieści niektórych powojennych mieszkańców produkowano tam metalowe guziki do mundurów Wehrmachtu, a do transportu skrzyń wykorzystywano więźniów żydowskich z obozu pracy Falkenberg.

Archiwalne dokumenty wykazują jednak, że przed wojną zakład nazywał się Metallwarenfabrik i należał do Benedikta Kahlera, który nabył go w 1899 roku jako nieruchomość z młynem. Początkowo wykonywano tam okucia do trumien i metalowe ramki do zdjęć. Z czasem właściciel wyspecjalizował się w produkcji metalowych zatrzasków (guzików), a zakład zaczęto nazywać Knopffabrik. Fabryka funkcjonowała jednak tylko do 1923 roku, kiedy to Kahler zamknął interes i sprzedał nieruchomość za 150 000 marek w złocie (Goldmark). Doniesienia o wojennej produkcji guzików nie znalazły potwierdzenia w dokumentach ani w relacjach rdzennych mieszkańców. W zachowanym budynku widoczne są jedynie ślady po dawnych kołach pasowych napędzanych turbiną wodną, wykorzystywanych w produkcji przedwojennej.

Tajna produkcja zbrojeniowa w budynku nr 654

Według legend ściśle tajną produkcję podzespołów do "cudownej broni" prowadzono w czterokondygnacyjnym budynku przy ulicy Fabrycznej w przysiółku Miłków (dawniej Mölke). Obiekt oznaczony w archiwalnej dokumentacji numerem 654 (obecnie nr 21) miał rzekomo mieścić w swoich piwnicach linie produkcyjne. Dowodem na to mają być fundamenty z wystającymi śrubami i kablami.

W rzeczywistości elementy te są pozostałością po zdemontowanych urządzeniach kotłowni, która ogrzewała budynek. Potwierdza to dokumentacja w Archiwum Państwowym w Kamieńcu Ząbkowickim oraz relacje osób, które w latach 50. dokonywały tam przeglądów instalacji grzewczej (mieściła się tam wówczas karna jednostka wojskowa). Z kolei kafelkowany basen, który według teorii spiskowych służył do produkcji chemii bojowej, był po prostu łaźnią dla górników kopalni Wacław.

Podziemna fabryka zbrojeniowa

Choć publikacje oparte na dokumentach archiwalnych obaliły mit o podziemnej fabryce w chodnikach kopalni Wacław, teoria ta wciąż ma zwolenników. Głównym argumentem jest żelbetowy zbiornik na wodę (nr ewidencyjny 516) na zboczu góry Włodyka. Uznano go za rezerwuar wody dla podziemnej fabryki, do której wejście miało znajdować się w szybie Walther. Teorię tę wzmocnił błąd urzędnika, który w powojennym wykazie wpisał rok 1941 jako datę budowy.

Archiwalne plany sytuacyjne dowodzą jednak, że zbiornik powstał na długo przed wojną. Służył on jako rezerwa wody obiegowej dla kotłów parowych w kopalni. Woda była tłoczona do niego pompami, a następnie spływała grawitacyjnie do kotłowni.

Tajemnicza sztolnia Wacław

Wejście do sztolni Wacław stało się źródłem sensacyjnych opowieści o połączeniu z kompleksem Gontowa (część projektu Riese). Inne teorie mówią o funkcji spedycyjnej dla amunicji. Obecnie sztolnia jest zalana, co utrudnia weryfikację.

Dokumentacja wskazuje jednak, że była to pierwotnie sztolnia transportowa do chodników węglowych, która straciła na znaczeniu po wydrążeniu szybów. W czasie II wojny jedynie jej stumetrowy odcinek przy wejściu zaadaptowano na schron przeciwlotniczy. Relacje górników pracujących tam w latach 50. potwierdzają, że sztolnia miała jedynie około 250 metrów długości, co wyklucza jej rzekomą rolę w ogromnym systemie podziemnym. Choć plany zakładały jej przedłużenie w stronę Sierpnicy (pokład Wilhelm), inwestycja ta nigdy nie wyszła poza fazę projektu.

Podsumowanie

Analiza materiałów pozwala stwierdzić, że poza fabryką Dynamit A.G. Ludwigsdorf, w Ludwikowicach Kłodzkich funkcjonował zakład chemiczny Sanitätspark Ludwigsdorf. Niewyjaśniona pozostaje jedynie kwestia skali produkcji w dawnej farbiarni przy ulicy Kościelnej. Pozostałe sensacyjne doniesienia – w świetle dokumentów i badań terenowych – należy uznać za mity.

Na podstawie artykułu:
www.fakty.interia.pl


Wróć do ciekawostek

Posiadamy certyfikat zgodności World Wide Web Consortium Valid HTML 5 oraz Valid CSS 3.